2 marca 2017

Lapidarium

Lapidarium

Na wzniesieniu wiatraki.
Strzępki kurzu, popiół, spore muskuły chmur.
Powłóczę tędy z wielką ochotą, pod pachą niosę okno.
Zobacz, jaki cudny widok - zgarbiony rybak zarzuca sieci,
kobiety spacerują w koszulach nocnych, słońce drętwieje od wewnątrz.
Nareszcie ten ciężki, specyficzny stan rozkładu, w klepsydrach
skończył się piasek. Dalej będą słupy wysokiego napięcia,
ściany szklarni zaparowane krzykiem ludzi.

Norwegia, Bergen, 2016 © Jacek Krajl

3 grudnia 2016

egosystem

odżywki wzmacniające mięśnie, które nie istnieją.
słoiczki z obiadami dla dzieci nienarodzonych.
mistrzowie wyobraźni pozostawieni na pastwę, bez pomysłu.
gardła bez śliny, sny bez pokrycia w rzeczywistości.
rzeczywistość bez przykrycia, bez koca, bardzo zimna.
czystość z brudem naniesionym przez pisarzy, malarzy.
kreacja nowego świata z uwzględnieniem konserwatyzmu.
zależności, uwarunkowania nazywane społecznie anarchią.
bogowie modlitw w twardych oprawach, przyłapani na masturbacji.
leki warte miliony ludzi, leki na fikcyjne choroby.
środki racjonalizmu tworzone na bazie toksyn emocji.
fabryki przetwarzające wydzieliny na produkty spożywcze.
tuzin wygłodzonych dzieci adoptowanych przez aktorów.
manifest życia w wykonaniu poronionego płodu, małego serca.
sto tysięcy tych samych zagrywek w siatkówce plażowej.
zbieranie pieniędzy na wykupienie innych pieniędzy.
poniedziałki odznaczone w kalendarzu jako początek nowego.
podniesione sytuacją głosy, przeniesione w pamięć gesty.
pożary rozniecane wodą, różnice odbić w tafli i lustrze.
ołtarz ciszy zbezczeszczony wyciem buddystów Dalekiego.
bogowie młodych w mrożonce groszku i marchewki.
posiłki przekazywane z kuchni polskiej do telewizji.
powtarzalne jadłodajnie z zapachem palonej sierści kotów.
wilki umierające z głodu, szukające właściciela wścieklizny.
lecznice całodobowe przyjmujące tylko prawdziwie zdrowych.
przestrojone instrumenty człowieka podczas ostatniego koncertu.
rozdygotane galarety dusz nad przepaścią kolejnego dnia.
miliony wysp zatopionych głęboko w oczach starości.
nieskończoność kolorów malowanych domysłami ślepca.
mucha w uchu martwego, mucha ostatni gość.

Warszawa, 2009


Norwegia, Bergen, Ulriken / ⓒ Katarzyna Górska

27 października 2016

aciało

Warszawa, 2009

układam się w ciało na wzór mojego. 
nie znam obecnego ciała. jest spokojne i szczelne. 
moje ciało nazywane mną. ja nazywany moim ciałem, 
przez moje ciało. wyciągam grzecznie wtyczkę,
trzeba się oszczędzać. trzeba sprawdzić licznik słów. 
segregować ubrania na czarne i białe
segregować białe i czarne na ubrania
licznik słów

na głowę spada mi ciężar godziny. godziny dochodzą. 
przy okazji dochodzą do mnie fakty. na powrót 
przechodzą przeze mnie prądy. słyszę szum 
rozchodzących się we wszystkie strony jachtów. 
z czasem statki są coraz większe. szumczyk rośnie 
aż do warkotu. silniki wszystkich przedmiotów 
pracują na pełnym gazie. poza silnikiem mojej głowy.
na głowie mam sto tysięcy kominów, które wciąż wydalają. 
dorzucam drewno przelotnej emocji. po sekundzie 
bucha mi z oczu. mam do siebie wątpliwości, mam sprawę
do siebie. mam do siebie zarzut, mam moje pieniądze. dla mnie. 
muszę przekazać sobie kilka uwag, dziś znajdę czas 
by spotkać się ze sobą. znajdę czas na kilka kroków w górę, 
na Tiricz Mir, po mechanizm sekundy. znajdę i nie znajdę. 
w tym samym momencie

jestem nagi, idę przed siebie. przez setki pomieszczeń 
o podobnych układach. przez setki myśli o podobnych układach. 
przez setki osób podobnie skojarzonych. przez setki rzek 
z tej samej wody. przechodzę z jednego w drugą, 
z trzeciej w czwartego, z piątego w szóstą, z siódmej w ósmą, 
z dziewiątego w dziesiątą. i nawet podobno jestem teraz 
w domu. moje ciało i czyjeś ciało. na uwadze. Tiricz Mir i 
czyjeś oczy przebiegające po tym tekście. kilka milionów ulic, 
tysiące miast. setki deszczów, litry wody. pomyśl. 
centymetry wzrostu, kilogramy wagi. rzeczy pożyczone, 
rzeczy znalezione, rzeczy własne. rzeczy odrzeczone, arzeczowe. 
moje rzeczy i arzeczy, które nie są moje. moje ciało, które 
nie jest już moje. moje aciało. twoje ciało, które należy tylko do ciebie.

które ciebie do należy twoje tylko ciało
które ciebie do należy twoje tylko ciało
które ciebie do należy twoje tylko ciało
licznik słów
xxxxx xxxxx xx xxxxxx xxxxx xxxxx xxxxx
xxxxx xxxxx xx xxxxxx xxxxx xxxxx xxxxx
xxxxx xxxxx xx xxxxxx xxxxx xxxxx xxxxx
xxxxxxx xxxx



22 października 2016

Nasza bocznica (odczyt w piwnicy)


Pozdrawiam czytających mnie w piwnicy:

http://czytaniewpiwnicy.blogspot.com/2012/02/jacek-krajl-pudeko-na-mleczaki.html

https://www.youtube.com/watch?v=j_W98vVZtOk

Nasza bocznica 

siedzę z kumplem w pustym wagonie towarowym pozostawionym na pastwę
tor nie funkcjonuje od kilku lat więc mamy swoje letniskowe lokum
bodaj kilometr od najbliższego osiedla gdzie zwą nas koszularzami
a tu w naszym miejscu tak cicho wszystko jakby przez sen
można chwilę pożyć odetchnąć od psikusów miejskiej dziczy
ze starej deski staram się wystrugać kształt gitary elektrycznej
na wzór wiosła z tego zdjęcia co znalazłem w katalogu dla muzyków
kumpel ma ze sobą okulary ojca które cichaczem podkradł z domu
wyglądam w nich jak mucha
pastwisko przed nami jest moim pasem startowym
chce mi się teraz latać że hej łapię w płuca powietrze
czuję jak nogi powoli odrywają się od ziemi
zaczynam płakać z podniecenia jak taki jeden muzyk z katalogu gitar


13 września 2016

Moje teksty w Ukrainie

Dwa moje teksty w tłumaczeniu na język rosyjski - „Ściany nośne” (несущие стены) i „Wejście do hotelu Kalkuta” (вход в гостиницу Калькутта) - opublikowane zostały w antologii współczesnej poezji polskiej Soloneba.



Przekład: Tomasz Pierzchała, tłumacz języka angielskiego, rosyjskiego i ukraińskiego (przy okazji polecam zajrzeć na stenogramy wszechwizji - http://tompierzchala.wordpress.com/).

Obecnie internet, w planie papier:

http://soloneba.com/covered-in-the-sun-polish-poetry-anthology/ 




Soloneba to ukraiński magazyn internetowy propagujący sztukę i muzykę świata, poświęcony ludziom, wydarzeniom i metakulturowym kierunkom we współczesnym społeczeństwie. Niekomercyjny art-projekt skupiający wokół siebie twórcze grupy ludzi o wielorakim artystycznym i muzycznym guście, żywo zainteresowanych kulturą różnych narodów i kontynentów. W dziale „Literatura” można znaleźć artykuły na temat Charlesa Bukowskiego, Witkacego, Salmana Rushdiego, Milana Kundery, Philipa Rotha, Kena Keseya oraz innych bohaterów nonkonformizmu i kontrkultury. Ukazują się w nim autorskie i kolektywne wybory wierszy poetów z Portugalii, Białorusi, USA, Estonii, Ukrainy, Izraela, Rosji.

24 marca 2016

*** (Zszedłem sobie z drogi...)

Zszedłem sobie z drogi, przede mną toczyło się słońce, 
a za mną turlał księżyc. Z jeziora wypłynęły sny - 
jednym z nich była rzeczywistość. Stary rybak 
zapytał mnie o drobne - oddałem mu nadzieję. 

Do domu wrócę z niczym. I zapomnę się raz-dwa - -

2016



27 stycznia 2016

Szał uniesień - publikacja w piśmie Qfant




Moje opowiadanie Szał uniesień - w najnowszym numerze pisma fantastyczno-kryminalnego Qfant. Zapraszam do czytania! 

Wrażenia z lektury i recenzje można przesyłać na: jacekkrajl@gmail.com (za dotychczasowe głosy: dzięki!). 

Za profesjonalną korektę dziękuję Aleksandrze Żurek. Ilustracja autorstwa Magdaleny Mińko

Qfant, nr 30 dostępny m.in. tu:

http://www.qfant.pl/qfant30/

http://www.qfant.pl/wp-content/uploads/downloads/2016/01/qfant-30.pdf



26 czerwca 2015

Dawcy snów

Dawcy snów

Chłód, równiny porośnięte trawami.
Z pustej towarówki wypatruję miast.
Niektóre są iskrą, inne tylko snem,
chorobą oczu. Ktoś wymyślił zapominanie,
by później ćwiczyć pamięć. Ktoś mknie teraz
w ekspresie do Berlina, przekłada kartkę
na drugą stronę, tak jak robię to z dłonią.
Przeglądam starość, chłód. Ktoś oddaje się
rozkoszy miejskiego życia, w San Francisco
tańczy z neonami. Przeszłe dni przypominają
wypalone żarówki. A gdyby tańczyć o tym
do nieprzytomności. Ocknąć się o świcie i

Chłód, równiny porośnięte trawami.
Wypatrywanie miast z pustej towarówki.




23 grudnia 2014

Modlitwa o jutro

Modlitwa o jutro

Teraz między bogiem a prawdą
są tylko formalności i umowy do podpisania.
Noc nie pachnie żadną wiosną,
tylko nieszczęściem. I palonymi gumami
na autostradach wiecznych świateł.

W oddali małe lisy chowają się
w borsuczych lub króliczych norach.
Są jak myśli, gdy brakuje nam słów
i idziemy nalać kolejną szklankę whisky.
Z chytrą, psowatą gębą, zakopani
w głębokim tunelu różnych korporacji.

Gdzieś tam w krzewach trzmieliny
szumi modlitwa o jutro. ALE: kogo to obchodzi?
Modlitwa to zwykle pusty przelot.

Tuż przed odwiedza mnie cesarzowa Sissi.
Na początku chce się nam kochać, nawet bardzo,
ale chwilę później w milczeniu pakujemy walizki.
A rzeczywistość całuje nas w dupę.